Bajka. Tak jednym słowem opisałabym nasz pobyt w Sopocie na Campingu Park 45. Pomyśleć, że mało brakowało, a w ogóle byśmy tam nie dojechali. W Trójmieście miałam wybranych dosłownie parę kempingów, które wydawały mi się ciekawe pod kątem lokalizacji i spodziewanej jakości. Park 45 był pierwszym, do którego zadzwoniłam z drogi. I co? Usłyszałam, że nie ma miejsc!

Brak miejsc na wielu nadmorskich kempingach okazał się niestety normą. Tylko w Park 45 usłyszałam, że możemy podjechać i jeśli nic się nie zwolni, postawimy na noc przyczepę na parkingu z możliwością korzystania z sanitariatów i czekamy na wolne miejsce. Akt desperacji? A owszem. Był wieczór, dzieci zmęczone podróżą… Postanowiliśmy jednak szukać szczęścia w Sopocie i licząc na farta pojechaliśmy prosto do Park 45. Okazało się, że miejsce się dla nas znajdzie i po chwili mieliśmy przyczepę zaparkowaną w punkcie docelowym 🙂

Moje pierwsze wrażenie to profesjonalna obsługa w recepcji. Drugie wrażenie – totalny tłok. Przyczepa przy przyczepie i wykorzystany niemal każdy wolny kawałek trawy (i nie tylko trawy, bowiem niektóre kampery rozkładały się na uliczce centralnie przed sanitariatami, co wydaje mi się lekką przesadą. Jeśli jednak ktoś odnajduje przyjemność w odpoczynku przed toaletami – któż mu zabroni). Trzecie wrażenie (które zresztą nie opuściło mnie przez cały pobyt) to doskonały serwis. Pracownicy służb porządkowych byli wszędzie i ciągle coś pucowali. Dzięki temu sanitariaty były czyściutkie i pachnące (bez obaw chodziłam tam pod prysznic ze starszą z córek). Nawet plac zabaw był niemal polerowany.

Zdecydowany atut Park 45 to doskonała lokalizacja dla rodzin z dziećmi. Wyjście z kempingu w zasadzie prosto na deptak przy plaży. To ważne, szczególnie jeśli na plaże wybieracie się obwieszeni jak wielbłądy w: parawan, namiot, foremki, wiaderka, łopatki, grabki kocyk, ręczniki, torby z drobiazgami… Zresztą – wszystkie mamy będą wiedziały o co chodzi 😉 Co więcej, kemping położony jest w zasadzie na granicy Gdańska (Jelitkowa) z Sopotem, co oznacza spokojną część miasta. Spokojna, nie znaczy nudna, bo w jedną  stronę blisko centrum (spacerkiem po plaży lub deptaku – czysta przyjemność), a w drugą do Parku Jelitkowskiego. Dzięki temu na plaży nawet w najbardziej upalne dni nie było dzikich tłumów. Ta zresztą na wysokości kempingu była bardzo ładna: szeroka, czysta, z mnóstwem muszelek do zbierania 🙂

Co ważne – kemping był zamykany i każdy z gości posiadał nie tylko opaskę na rękę (która pomagała odróżniać „swoich” od „obcych”), ale także zegarek z czytnikiem magnetycznym do otwierania bramek. Jakby nie patrzeć, tego typu rozwiązania z pewnością poprawiają bezpieczeństwo i zmniejszają ryzyko potencjalnych kradzieży. Na terenie kompleksu znajdowały się także domki, ale żadnego nie udało mi się obejrzeć ze względu na 100% obłożenie. Ponadto dla gości dostępna była restauracja. Warto tu jednak wspomnieć, że Park 45 ma według mnie charakter kempingu do spania. Jeśli lubicie biwakować, biesiadować i gawędzić z sąsiadami – szukajcie innego miejsca 😉 Tu raczej każdy pilnuje swojego nosa, ceniąc sobie spokój i prywatność. Ja akurat to lubię, ale nie każdemu taka atmosfera przypadnie do gustu.

Miejsce spodobało nam się tak bardzo, że zamiast planowanych 2 nocy zostaliśmy tu aż 5 🙂 Niestety w trakcie naszego pobytu w Zatoce Gdańskiej pojawiły się sinice i przyjemność morskich kąpieli poszła do lamusa ;-( Spakowaliśmy więc naszą przyczepę iiii… w drogę! Ale o tym w kolejnym wpisie 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published.