Hotele hotelami, ale dla dzieciaków (a nie ukrywam, że również dla mnie) prawdziwą frajdą jest wyjazd z przyczepą na kamping 🙂 Tu opcje są dwie: zakup własnej przyczepy (jeśli idea nam się spodoba i będziemy planować co najmniej kilka wypadów w roku), albo wypożyczenie przyczepy lub kampera. Koszty? Są tak zróżnicowane, że można na ten temat napisać osobny tekst 😉 Inwestycja w ciasną, ale własną będzie wymagał kilku tysięcy za starszy model w przyzwoitym stanie (o cenie maksymalnej nie piszę, bo nowoczesne przyczepy kosztują niejednokrotnie tyle, co mieszkanie!). Wynajęcie przyczepy nie należy do tanich opcji i zależeć będzie oczywiście od jej standardu, ale średnio trzeba na to przeznaczyć około 150-200 zł na dobę. To w fotograficznym skrócie. Do rzeczy.

Dopiero zaczynamy naszą przygodę z przyczepowaniem, dlatego oceniam miejsca tego typu całkowicie laicko, a zatem zwyczajnie, z punktu widzenia matki dwójki dzieci. Czego oczekuję od miejsca? Spokojnej lokalizacji, czystych sanitariatów, uprzejmej obsługi, domowej kuchni. To moje priorytety (innym razem napiszę o naszej pierwszej wyprawie na pole kampingowe ZHP. Wpis znajdzie się w jakiejś nowej kategorii w stylu „szkoła przetrwania” ;-)).  W minioną majówkę zdecydowaliśmy się na wyjazd na ukochaną Jurę Krakowsko-Częstochowską. Punktu docelowego nie szukaliśmy zbyt długo. Wybraliśmy znane nam już z innych wyjazdów Podlesice i jedyne w okolicy pole namiotowe.

Tak trafiliśmy do Gościńca Jurajskiego. I tu bardzo miłe zaskoczenie, bo camping prowadzony jest na bardzo dobrym poziomie. Pole pełne było przyczep, kamperów i namiotów. W związku z tym niby dzikie tłumy, a jednak umywalnie były zawsze czyste i pachnące (co ciekawe, pomimo tak wielu turystów nie zdarzyło mi się czekać na wolny prysznic dłużej niż 5 minut). Bez obaw kąpałam tam 3-letnią córkę (oczywiście przy zachowaniu podstawowych zasad: „nic nie dotykaj i nie zdejmuj klapek” ;-)), a zapewniam, że mam na tym punkcie raczej wysokie wymagania. Ponadto na terenie pola funkcjonował bar, serwujący smaczne (ok, poprawne) posiłki w przyzwoitych cenach. Do tego dość sympatyczna obsługa, dopełniała całości.


Zapytacie: co z atrakcjami dla dzieci? Otóż na terenie campingu największą atrakcją dla moich dzieci była nasza przyczepa 😉 Co prawda dostępny był niewielki plac zabaw, ale niestety niezbyt atrakcyjny. Dużo ciekawsze miejsce zabaw dla dzieci miały sąsiednie obiekty – Hotel Ostaniec  (mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach uda nam się go odwiedzić, bo wydaje się rzeczywiście przyjazny dzieciom) czy nawet Zajazd Jurajski, który znamy z innych wyjazdów (tu zresztą można też smacznie zjeść).

Okolica zaś sprzyja spacerom, ponieważ tuż obok pola znajduje się wyjście na Górę Zborów, a także nie brakuje szlaków rowerowych i miejsc na krótsze i dłuższe spacery (choćby do pobliskich ruin zamku w Morsku, Mirowie czy Bobolicach). Póki jednak spacerujecie z wózkami… lepiej zainwestować z porządne nosidła dla dzieci 😉 Na tych terenach często brnąć będziecie w piachu (nasz terenowy wózek z pompowanymi, dużymi kołami dawał radę, ale umówmy się – jazda nie należała do największych przyjemności). Widoki jednak wynagradzają wszelkie niedogodności, a małe księżniczki i mali rycerze z zapałem będą szukać śladów swoich bohaterów sprzed wieków w czarujących (a może i zaczarowanych) zamkach Jury 😉

Reasumując: pole campingowe w Podlesicach to według mnie miejsce godne uwagi. Czysto i spokojnie, okolica baaardzo atrakcyjna turystycznie i dobra baza wypadowa do zwiedzania jurajskich atrakcji. Atrakcji przygotowanych specjalnie dla dzieci nie jest tu może zbyt wiele, ale wakacje z przygodą, zapewniają tu okolice pełne niespodzianek. Ciekawa jestem także Waszych opinii, jeśli znacie to miejsce. Polecajcie także inne miejscówki na Jurze 🙂

Do poczytania już wkrótce o kolejnym rodzinnym wypadzie 🙂

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.